“Blue Jasmine” – czy warto żyć bezmyślnym życiem ?

Niezła komedia? Zaśmiałam się kilka razy na początku, a potem śmiech stężał w uśmieszek niesmaku. Swoją drogą, wciąż daję się nabrać na pseudorecenzje pisane często przez uznane nazwiska, zapominając, że oto kręci się karuzela promocji, że to jest produkt, który cwańsi ode mnie ludzie usiłują mi sprzedać.

Nie wierzcie zatem, że film Allena jest bardzo dobry. Ale też nie do końca to prawda, że starzejący się Allen jest jakoś bardzo inny niż tamten – wielki. On wciąż, konsekwentnie robi to samo – wkręca nas w, mniej lub bardziej smaczną, opowieść, subtelnie nasączoną gorzką prawdą, wynikającą z inteligentnej obserwacji. W sumie wali tę prawdę z niemałą, a nawet coraz większą bezczelnością, a świat ją posłusznie łyka, bo się przyjęło uważać Allena za modnego reżysera a jego filmy za lekkie tragifarsy. Ale też – niestety – przełyka się gładko, bez rozgryzania – skoro lekkie, to nie trzeba się ich prawdą za bardzo przejmować.

woody-allen-a-documentary-image-5-600x337

Po mojemu, chociaż smacznie doprawione, „Blue Jasmine” już zupełnie nie jest komedią -  a jeżeli farsą, to smutną, duszną, cierpko ironiczną. A przede wszystkim – nie sam film, ale opowiadany przez niego świat jest nudny i jałowy jak reportaż z dożynek.

I nagle zdałam sobie sprawę, że z allenowskiej przestrzeni powoli, ale doszczętnie wyparowali wszyscy intelektualiści. Gdzie oni się podziali, można by zapytać za Furedim*? Może zawsze byli tylko pięknym marzeniem, jakimś lustereczkiem pochlebnym, w którym miło było się Ameryce, a zwłaszcza nowojorskiej śmietance, przeglądać? W ciekawym świecie Allena snuli się po ulicach jak okularnicy Osieckiej zadając sobie neurotyczne, egzystencjalne pytania, zadręczali się nawzajem w cudownie przegadanych romansach, szukali pomysłów na filmy i książki, a czasem  wkręcali swoje cierpienie w wałek maszyny do pisania. Stopniowo znikali, stawali się coraz bardziej umowni i papierowi. Jeszcze się pałętał jakiś pisarz po „Przystojnym brunecie…”, ale tak grubo ciosany, że żal, iż nie pozostał przy chirurgii, jeszcze ktoś wywoływał cienie myślących ludzi z paryskiej przeszłości…Wprawdzie były to sylwetki schematyczne, karykaturalne, skrojone na miarę wiedzy o nich posiadanej przez pretensjonalnego mieszczucha, ale jakieś okno pozostawało otwarte, można było pooddychać chociaż wspomnieniami…No i finito. Bohaterowie „Blue Jasmine”, biedni i bogaci, zwykli zjadacze chleba, obiecujący politycy, studenci i dentyści – wszyscy jak jeden mąż, dotknięci są witkacowskim zbydlęceniem. Nikt tu nie myśli, nie zastanawia się, nie czyta broń boże niczego, nie komentuje nawet codziennej gazety. Kobiety – te dobrze i te źle ubrane – to po prostu samice, węszące za jakimś dorodnym samcem, który by je przyodziewał i karmił. Mężczyźni – chore neurotyczne zwierzaki, szukające fizycznego zbliżenia, by na chwilę rozproszyć lęk.

Czy wierzyć Allenowi? Czy taka jest Ameryka, albo może cały świat? Cała inteligencja i estetyka klasy wyższej sprowadza się do wystroju – piękne panie celują w doborze przedmiotów i ubrań, dobrze sytuowani panowie w doborze takich pań. Salonowe rozmowy bogatych, nudne do bólu zębów, dotyczą wyłącznie różnych sposobów zarabiania i wydawania pieniędzy. Biedacy – szkoda gadać, ci żyją w norach, dotkniętych nie tylko ubóstwem ale porażającym bezguściem i dla rozrywki wyrywają sobie ostatni kawałek pizzy. Na renomowanych uczelniach wykłady o ekonomii wygłaszają finansowi oszuści, zresztą ludzie „robią” studia tylko po to, by nie mieć nudnej pracy. No tak, skądś to znamy.

Bohaterka filmu, z werwą grana przez moją ulubioną Cate Blanchett, niesłusznie porównywana do sentymentalnej Blanche DuBois, równie bezmyślna i przyziemna jak wszyscy inni, jest szczególnie atrakcyjnym okazem węszącej samicy. Jej zalety – piękna twarz, wdzięk, elegancja, tak samo trywialne i pozbawione głębi jak prostoduszność jej siostry, są niczym więcej niż pawi ogon. Czy przypadkowa jest ta – migająca w tle – para kiczowatych pawi, wyhaftowana na ściennej makatce?

peacock

* Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści?, Frank Furedi, przeł. Katarzyna Makaruk, PIW, Warszawa

About these ads

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.

%d bloggers like this: